Mozolny
marsz męczył ich wszystkich. Kain i Jennifer starali się tego nie
okazywać, a przez większość czasu zajmowali się sobą. Borys za
pomocą starych map i wszelkich innych informacji jakie udało im się
zebrać, próbował wyznaczać im możliwie jak najprostszą ścieżkę.
Stan starał się wytrzymywać szalone tempo marszu, ale był informatykiem
a nie żołnierzem. On i Eleya często zostawali z tyłu. A dodatkowo
musieli ciągnąc za sobą skrzynię z bombą mającą pomóc im obalić
Konsorcjum. Powoli zbliżali się do granicy wytrzymałości, zarówno
fizycznej jak i psychicznej.
W
trzy dni po odnalezieniu satelity dotarli nad morze. Szybko rozbili
niewielki obóz i rozpalili ogień. Kain siedział nieruchomo na skraju
obozu i wpatrywał się w ciemny horyzont. Pozostali siedzieli przy
ogniu.
- Co dalej? – spytał
nagle Stan. Borys spojrzał na niego jakby wyrwany z letargu.
- Wydaje mi się,
że przeprawa morzem będzie najlepszym wyjściem.
- Masz zamiar zbudować
tratwę? – spytała Eleya – Można by wykorzystać...
- Zwariowaliście!
– przerwał jej nagle Kain który bezszelestnie znalazł się tuż
przy nich.
- Co? – wyrwało
się Jennifer.
- Cała ta misja to
samobójstwo! – krzyknął – Nie macie pojęcia na co się porwaliście!
Chcecie, skonstruowaną przez bandę dzikusów bombą obalić Konsorcjum.
Wydaje wam się, że to możliwe? Myślicie, że to po prostu kolejne
wojownicze państewko na miarę tych, które były za waszych czasów?
Sam Legion zmiażdży was nim dotrzecie do Centralnego Kręgu!
- Jak dotąd skutecznie
broniliśmy się przed Legionem – zauważył Borys.
- Nie znacie jeszcze
prawdziwej mocy Legionu.
- Więc nam o niej
powiedz! – Krzyknął Stan zrywając się na nogi – Straszysz nas
bajkami o niezniszczalnych żołnierzach i nieśmiertelnym imperium.
Tymczasem im bliżej jesteśmy tym bardziej dostrzegamy słabości tego
wroga! Kim są Ci Legioniści, że tak się ich obawiasz Kain?
- To klony – szepnęła
Jennifer. Wszyscy popatrzyli na nią. Przez chwilę ciszę zakłócał
tylko szum fal.
- To prawda? – spytał
Borys spoglądając na Kaina.
- Nazywają nas Legionem,
bo są nas tysiące. Jesteśmy jednością w służbie jedenastu. Nazywam
się Kain 47, – wyrecytował formułę. Stan wyciągnął pistolet.
- Nie jesteś nawet
człowiekiem!
- A ci dzikusi których
słuchacie z takim oddanie są nimi? – odwarknął klon.
- Stan przestań!
– Jennifer stanęła mu na linii strzału. -Borys zrób coś do cholery!
- Na pewno bardziej
niż Ty! – odpowiedział Kainowi Kowalski, i odepchnął Jen na bok.
- Dotąd nie zawiodłem
twojego zaufania.
- Dotąd miałem Cię
za człowieka!
- Tak ciężko Ci
się z tym pogodzić? – Borys starał się załagodzić sytuację,
ale w głowie miał pustkę.
- Rzuć ten cholerny
pistolet zanim zmusisz mnie bym zrobił Ci krzywdę! – warknął Kain,
wydobywając swoją broń.
- Przestańcie –
teraz krzyczała nawet Eleya.
- Oszaleliście!
- Rzuć to!